Czym różnimy się od człowieka starożytnego?
  mnu oczyszczanie    
         
   

ŚRODOWISKO ŻYCIA - PRZEMIANY HISTORYCZNE

""Choroba cywilizacyjna jest diagnozą. Dla nas ważne są zmiany w psychice człowieka oraz zmiany w repertuarze toksyn w naszym środowisku"" - dr J. Jonasz

   
   

 slowianie2000Aby poznać przyczyny naszych współczesnych chorób i dolegliwości, musimy sięgnąć do przeszłości. Wybierzmy dla analizy dość spory odcinek czasu (w skali naszego subiektywnego poczucia upływu własnego życia) - powiedzmy 3000 lat, ale taki, aby dysponować dość dobrze udokumentowaną wiedzą o tej przeszłości.

Cywilizacja to /zdaniem encyklopedii/ – poziom rozwoju społeczeństwa w danym okresie historycznym, który charakteryzuje się określonym poziomem kultury materialnej, stopniem opanowania środowiska naturalnego i nagromadzeniem instytucji społecznych. Porównajmy te dwie cywilizacje: naszą i tę wybraną powiedzmy około-śródziemnomorską sprzed 3000 tysięcy lat. Historycy dosyć dokładnie opisują nam warunki i środowisko życia człowieka w tamtych czasach, jak mieszkali, jaką mieli technikę, czym się odżywiali, na co chorowali. Znamy je doskonale chociażby z nauki historii w szkole, wiele można znaleźć na ten temat w intrnecie.

   
   

 

Jeśli myśleć o filogenezie, czyli o rozwoju gatunku człowieka, to trzeba brać pod uwagę miliony lat, nie tysiące. Więc pod tym względem bez większych wątpliwości można powiedzieć, że organizm biologiczny człowieka zmienił się nieznacznie lub wcale. To samo dotyczy większości roślin i zwierząt. Tu jednak trzeba być ostrożnym i ograniczyć rozważania co do roślin i zwierzyny do populacji dziko żyjącej w naturze, bowiem w ciągu ostatnich 100 lat człowiek istotnie zaczął ingerować w produkcję roślinną i zwierzęcą, tę przeznaczoną do spożycia dla siebie i dla zwierząt hodowlanych. Niestety te oddziaływania dotyczą również samej natury i ingerencji w ekosystem (chociażby szczepionki dla dzikich zwierząt w lasach, łamiące struktury łańcuchów pokarmowych zwierząt, struktury populacji i chorób), GMO, intensywne nawożenie gleb

.
Współczesną techniką też nie należy się epatować, bowiem w dobie superkomputerów nie można dotąd rozszyfrować niektórych rodzajów pisma z tamtej epoki, ani wytłumaczyć istnienia wielu budowli, czy też obiektów geo- architektonicznych. Konkluzja wydaje się - z punktu widzenia medycyny detoksykacyjnej - dosyć zaskakująca: Właściwie życie przeciętnego człowieka niewiele różni się o życia przodków sprzed wieków - zmieniły się jedynie gadżety i narzędzia, których używa. Z punktu widzenia zdrowia jest bowiem raczej obojętne, czy człowiek przemieszcza się samochodem, czy też jakimś ówczesnym pojazdem zaprzęgowym, czy je z talerza, czy też naczynia wykonanego z drewna lub gliny, czy wymachuje w pracy narzędziem kamiennym czy komputerowo sterowanym ramieniem robota. No, może przeciętny nasz przodek sprzed 3000 lat więcej się poruszał i więcej używał siły swych mięśni dla wykonania prac.

 

   
   

ZALETY I WADY WSPÓŁCZESNOŚCI

   
   

 

starozytnosc1Są jednak istotne różnice i to na korzyść współczesności. Wraz z odkryciem bakterii i innych mikroorganizmów, chwilowo zapanowano nad zbrodniczym działaniem epidemii, wyniszczających naszych przodków. Udało się to poprzez wynalezienie szczepionek, antybiotyków i podniesienie ogólnej higieny osobistej człowieka. Tym sposobem wydłużyło się życie statystycznego mieszkańca dwukrotnie. To jest istone osiągnięcie ludzkości. Czy zdołamy go utrzymać w walce z systemem wrogiego nam środowiska mikrobiologicznego? - To się okaże w przyszłości. Coraz więcej antybiotyków przestaje bowiem reagować na nowe, zmutowane szczepy bakterii. Mikrokosmos nauczył się obchodzić wymyślone przez człowieka pułapki i przemyślne rozwiązania technologiczne.
Natomiast nasza współczesna cywilizacja zaobfitowała szeregiem nowych nie znanych dotąd chorób, lub takich, które kiedyś występowały sporadycznie a obecnie dotykają ogromne rzesze populacji

 

   
     Ta lista jest zatrważająco długa : zawały serca, epidemie otyłości, cukrzyca typu I i II, alergie, astmy, nadciśnienie, nowotwory, depresje, choroba Alzheimera, choroby skóry, choroby psychiczne, zaburzenia odżywiania (anoreksja i bilumia), choroby autoimmunologiczne, zespół chronicznego zmęczenia, choroby tarczycy i wątroby,... Ten wykaz można jeszcze kontynuować a trwoga wynika z faktu, że za każdą z tych pozycji stoją miliony osób zapadających rocznie i tyleż umierających. Ty, drogi Czytelniku też możesz być wśród nich. To nie tanie straszenie - to prawa statystyki. Ta strona włącza się w krąg ludzi świadomych, szukających drogi wyjścia z pułapki.    
   

 

miastoNasza cywilizacja chlubi się niezwykłymi wynalazkami: telefony komórkowe, satelity, technika jądrowa i komputerowa,.... Każda kolejna cywilizacja dumna jest z przewagi nad poprzednimi, ma nowe możliwości, widzi więcej i lepiej. Ale te nasze współczesne wynalazki i odkrycia oraz eksplodujący rozwój nauki i techniki mają zgubny wpływ na miliardy - nie miliony - ludzkich istnień. Dwa pytania cisną się na usta: dlaczego tak się dzieje i czy tak naprawdę już musi być, tak ma już zostać? Czy działa tu jakieś dziwne fatum i przeznaczenie, czy jesteśmy bezradni wobec zagrożeń? Następstw jest mnóstwo - globalizacja, rosnąca przepaść biedni-bogaci, pogłębiające się bariery religijne i kulturowe. Nie o tym ten artykuł - nas interesuje aspekt zdrowia statystycznego człowieka.

   
   

 

Musimy jasno wyodrębnić i przeanalizować, co nowego jest w naszym życiu w odniesieniu do poprzednich cywilizacji i jak te nowości są akceptowane przez nasz organizm. Nasze ciało nie jest obiektem statycznym. Ono żyje, to znaczy się zmienia, w każdej sekundzie zachodzi tysiące reakcji chemicznych i procesów biologicznych. Jedne komórki obumierają, inne je zastępują, powstają nowe twory, organy regenerują się, trwa walka z infekcjami. Do tego potrzeba energii i pożywienia, to wszystko zachodzi w określonym środowisku fizycznym, biologicznym, społecznym, kulturowym, przemysłowym.

 

   
   

POŻYWIENIE

   
   

1) Składniki pożywienia.

 

   
   

Na szali musimy położyć takie nowości, jak:
- syntezę witamin (przemysłową), produkcję białego cukru i słodzików, białej mąki, margaryny, glutaminianu (wzmacniacza smaku), żywność GMO, syntezę chemiczną hormonów i antybiotyków, którymi masowo karmi się zwierzęta (zjadane później przez człowieka),
- masowe stosowanie pestycydów, oprysków, chemicznych konserwantów żywności, barwników, zmiękczaczy, spulchniaczy,...
Możemy bez wahania powiedzieć, że w ciągu ostatnich 150 lat gwałtownie i radykalnie zmieniła się chemia i struktura biologiczna żywności. Zmienił się również skład i proporcje składników odżywczych oraz udział roślin, mięsa, ryb w menu człowieka. To nic, że nadal stosujemy te same nazwy na mięso, mleko, mąkę, zboże, skoro skład chemiczny, rodzaje białek tych produktów absolutnie jest odmienny od tych, jakie spożywały poprzednie pokolenia. Układ pokarmowy i system immunologiczny nie miał dotychczas możliwości "przeszkolenia" i zaadaptowania do nowych warunków. Takie procesy trwają wieki.

Kiedy zjadamy sporą dawkę słodkości, wówczas w naszym organiźmie pojawia się swoiste tsunami mikrobiologiczne, bowiem dostarczona potężna porcja, megabomba energii, kwasów, pobudzeń hormonalnych - musi to jakoś zostać zneutralizowane. Dotychczas pokarm był bardziej zróżnicowany, bogaty w składniki mikrobiologiczne, minerały, naturalne witaminy, hormony i enzymy, taraz otrzymuje sporą dawkę, ale składników ubogich w te niezbędne do trawienia i życia komponenty i to w potężnej dawce. Wystarczy sobie uprzytomnić, że w cywilizacji porównywanej słodzikiem i to luksusowym był miód, zaś sól była rarytasem i to drogim a więc o ograniczonej dostępności.

To ślepe i śmiertelne zauroczenie luksusem w żywieniu człowiek już historycznie doświadczył. Mam tu na myśli tzw. chorobę królów (podagra, dna moczanowa), którzy aż od papieża uzyskiwali dyspenzę na spożywanie mięsa w piątki. Królowie ci, jak np. Henryk VIII, którzy na swoim dworze tak zdominowali spożycie mięsa w swojej diecie, że kończyło się to po kilkudziesięciu latach takiej patologicznej diety problemami z kwasem moczowym i śmiercią w męczarniach.


Kolejnym elementem są nowości chemiczne i biologiczne. Żołądek starożytnych nie znał zmiękczaczy, barwników, konserwantów. Manipulacja biologiczna roślin spowodowała, że ta sama powiedzmy sałata, jabłko czy zboże wyglądem są podobne, nawet bardziej dorodne i apetycznie wyglądające, lecz zawierają nie rozpoznawalne dla układu trawiennego i produkowanych w nim enzymów trawiennych białka. Te nowe białka lub ich nowe proporcje w roślinie chronią ją przed chorobami i szkodnikami, zapewniając lepsze plony i efektywność produkcyjną. Dla żołądka i jelit to są zanieczyszczenia, które w młodym, zdrowym organiźmie zostaną przetransportowane do odbytu i pęcherza moczowego (to zagwarantowali podobno naukowcy, którzy te komponenty dopuścili do obrotu) , zaś u ludzi z obciążeniami - albo się odłożą w jelicie i będą tam gnić, albo przenikną przez ściankę jelita i rozpoczną ""własną egzystencję i funkcjonalność"" niepożądaną. Staną się pokarmem dla toksyn, grzybów, wrogich mikroorganizmów.


Ważnym elementem w naszym łańcuchu pokarmowym są mięsa zwierząt. A przecież te zwierzęta też są karmione nowoczesnymi paszami. W nowoczesnych zaś paszach znajdujemy zboża GMO, antybiotyki, hormony wzrostu, białka zwierzęce. Zwierzę nie ma wyboru, pastwiska praktycznie nie widzi, nie dobierze sobie instyktownie ziół, nie wybiega się, kiedy trzeba i tego instynktownie potrzebuje. Za to nafaszerują je antybiotykami, szczepionkami, różnymi sztucznymi hormonami, żywnością modyfikowaną genetycznie. Wszak przepisy dopuszczeniowe dla zwierząt są o wiele bardziej liberalne, niż dla ludzi. Zwierzęta nie założą partii, ani nie zorganizują strajku. Liczy się masa i jej przyrost, bo za to płacą rolnikowi i przetwórcy. Jak się nie podporządkuje urzędniczym prawom i procedurom, zostaje fizycznie i ekonomicznie wyeliminowany przez fiskusa i prawo.


Te same prawidłowości dotyczą również ryb, dotychczas uznawanych jako naturalna zdrowa żywność. Współczesne stawy hodowlane rządzą się tymi samymi prawami, co fermy i przetwórnie zwierząt lądowych. Ryb dalekomorskich, żyjących dziko, w naturalnym dziewiczym środowisku jest niewiele na naszych stołach i w sklepach, bowiem koszty ich pozyskania są kilka rzędów wyższe, niż ryb hodowlanych, zaś handel koncentuje się na towarach masowych, na których zarabia się więcej.

 

   
   

2) Przetwórstwo żywności

 

   
   

Żywność, zanim trafi do ust, podlega przetworzeniu. Jakaś forma przetwórstwa znana była i w porównywalnej cywilizacji starożytnej. Oni też gromadzili zapasy żywności, znali sposoby jej przechowywania, zawód kucharza jest znany od zamierzchłej przeszłości. Pozostaje nietrywialne pytanie, czym te dwie formy przetwórstwa (obecna i ta sprzed 3000 lat) się różnią?

Współczesny człowiek poznał a nawet okiem zobaczył pojedyncze atomy, nauczył się produkować związki chemiczne i biochemiczne o założonych z góry właściwościach i tymi nowościami się zachłysnął. Elektronikę, komputery i nowoczene przyrządy pomiarowe zaangażował do wytwarzania żywności metodą przemysłową. W naturze ludzkiej wmontowane jest dążenie do wygody, do upraszczania sobie życia, unikania problemów. Tak funkcjonuje nasza kultura, prawo oraz finanse. Człowiek współczesny w produktach spożywczych wyodrębnił substancje czynne a następnie zaczął je syntezować, wyodrębniać z tych produktów. Uwierzył również (bo politycy i urzędnicy nie dali mu czasu na chociażby kilkudziesięcioletnią weryfikację praktyczną tych pomysłów - TO JEST EKSPERYMENT NA ŻYWO NA LUDZIACH - KRÓLIKACH DOŚWIADCZALNYCH) , że podawanie w menu owych wyodrębnionych substancji czynnych zastąpi zjadanie pokarmów naturalnych. Niestety, po latach okazuje się, że technologia otrzymywania produktu  MA PODSTAWOWE ZNACZENIE DLA JEGO ZDROWOTNOŚCI. Przykładowo, ogórki hodowane masowo w szklarniach na podłożach hydroponicznych są pozbawione minerałów i witamin (gdyż do ich wytworzenia potrzebne są bakterie glebowe i warunki temperaturowe, wilgotnościowe ale także  mikrobiologiczne, których w technologii hydroponicznej po prostu nie ma). Za to w nadmiarze mamy antybiotyki, pestycydy i hormony wzrostu oraz obce białka dodawane do nasion, by zwiększyć odporność na choroby. Powyższe uwagi dotyczą wszystkich warzyw i większości owoców z hipermarketów i dużych sieci handlowych, bo one współpracują z dużymi producentami rolnymi.

Wszak przedsiębiorcy nie opłaca się wozić wody, odpadów, jeśli zamiennie może użyć tańszych koncentratów, syntetycznych zamienników, roślin czy tkanek wyprodukowanych metodami przemysłowymi, które w dodatku gwarantują mu technologicznie powtarzalne warunki procesów przetwórczych oraz gwarantują lepszą wydajność. Ta uwaga dotyczy zarówno dużej przetwórni, jak i małej piekarni czy zakładu wędliniarskiego. Wiele procesów przetwórczych ""naturalnych"" surowców pokarmowych, szczególnie zaś tych przygotowawczych, produkujących komponenty do dalszego użycia, bezpowrotnie niszczy subtelną i naturalną strukturę mikroelementów i biologicznych składników surowców. Przykładowo biała mąka ma być trwała w przechowywaniu i ma gwarantować założoną wydajność produkcyjną piekarza. Producenta mąki nie interesuje fakt usunięcia ważnej dla procesów trawiennych subtelnej struktury zawartości ziarna zboża.
Przemysł przetwórczy jest dostarczycielem do spożywanej masy pokarmu ogromnych ilości nowych związków chemicznych. Towar musi bowiem być przechowywany jak najdłużej i po najmniejszych kosztach, musi pachnieć świeżością i być odpowiednio wybarwiony i doprawiony smakowo. Tu wszędzie jest skomplikowana i w większości nieznana żołądkowi starożytnych chemia.

 

   
   

Ten prymitywizm myślenia i publicznie i legislacyjnie tolerowane oszustwo skutkuje takimi chorobami, jak cekalia, alergie a w ekstremalnych sytuacjach nowotwory. Skoro nie ma bezpośredniego, prostego dowodu, że ta konkretna bułka, czy to ciasto lub ta zupka z pudełka spowodowała taką chorobę u tej konkretnie osoby, to odpowiedzialność się rozmywa a pieniądz niszczy resztę. Taka jest nasza kultura, bezradne prawo i współczesna cywilizacja.

 

   
   

PSYCHIKA

 

   
   

Fizyczne aspekty ciała człowieka w rozpatrywanej przestrzeni 3000 lat zmieniły się niewiele. Za to psychiczne aspekty życia codziennego zmieniły się istotnie. Pokażemy to na kilku przykładach.

 

   
   

1) STRES I POŚPIECH.

 

   
   

Współczesny człowiek, zanużony w środowisku industrialnym, właczony jest do niego na zasadzie trybika w maszynerii, kontrolowanej przez rządy, korporacje finansowe, prawo, finanse. Tu liczy się konkurencyjność, wydajność według ściśle zdefiniowanych kryteriów, anonimowość, powtarzalność i zastępowalność. Współczesny człowiek nękany jest wyimaginowanym stresem, czyli stresem, który nie jest wywołany jakimś bezpośrednim zagrożeniem dla życia lub zdrowia. Martwi go to, że nie wybije się w ścieżce awansu zawodowego, że nie kupi sobie nowszego auta czy komputera, że nie spłaci zaciągniętego kredytu, że może zostać zwolniony z pracy. Ludzie skarżą się, że dręczą się własnymi myślami i uczuciami. Do tego dołącza się presja dnia codziennego, który wymaga, aby nie spóźnić się do pracy, szkoły, jak najwięcej ""zaliczyć"" wymaganych presją otoczenia zajęć dodatkowych, ""atrakcji, imprez"", uczestniczyć w takich czy innych przedsięwzięciach, zwiedzić obowiązkowo to czy tamto - słowem wyrobić się, by nie odpaść z grupy i nie zostać wyealienowanym i odrzuconym ze stada. Do tego dochodzą tkwiące w układzie nerwowym toksyny, które niczym korniki drążą naszą odporność na stres. Czym jest stres i jak rujnuje cicho i podstępnie organizm człowieka a szczególnie system immunologiczny i nerwowy, opisano w innych artykułach Akademii Detoksykacji.

 

   
     

2) Inne oddziaływania na psychikę

   
   

Różnic pomiędzy cywilizacją współczesną a starożytną , tych istotnych dla naszego zdrowia jest więcej. Tak samo, jak większa jest liczba toksyn, oddziaływujących szkodliwie na nasz organizm, w tym opisie pominiętych.

 

Znamy chociażby oddziaływania fali elektromagnetycznej, która starożytnym nie była znana, znamy wpływ manipulacji człowieka z warunkami pogodowymi, których starożytni nie praktykowali. Współczesny człowiek, jak nikt, nigdy przedtem, swobodnie i masowo przemieszcza się między dowolnymi punktami globu, rozwozi żywność, towary (ale również mikrobiologię, choroby i toksyny) po kontynentach. Plemiona, które ""niedawno wyszły z buszu"" są niejako na siłę cywilizowane i dostosowywane do ""wymagań, upodobań i potrzeb"" tych ""bardziej zaawansowanych"". Tych różnic jest więcej i jesteśmy ich świadomi.

 

Medycyna detoksykacyjna szuka jednak metod, aby ten zaklęty matrix negatywnych oddziaływań współczesnych nam toksyn złamać, aby znaleźć sposób zagwantowania sobie komfortu i jakości naszego życia w takich a nie innych warunkach zewnętrznych naszej cywilizacji. Takim działaniem jest detoksykacja, bowiem napływu toksyn nie wyeliminujemy, możemy go jednak radykalnie ograniczyć.

   
   
Dlatego, że rozumiemy oddziaływanie wielu toksyn na nasz organizm, możemy zrozumieć wiele aspektów życia i rozpoznać i prawidłowo reagować na wiele zachowań, emocji własnych i innych ludzi z naszego otoczenia. Poznajemy, co jest złe, jak działa stres, złe żywienie, negatywne myśli - ta świadomość daje nam psychiczną możliwość starania się, aby te niekorzystne aspekty zmienić. Do pewnego stopnia stajemy się panami swojego życia. Możemy, dzięki detoksykacji nie tylko na bieżąco usuwać te toksyczne zagrożenia fizyczne z naszego organizmu, ale zapanować nad własnymi emocjami czy błędami, które nie muszą już targać naszej psychiki. Możemy się zdystansować do pychy, którą przejawia przemysł farmaceutyczny, kierujący medycyną akademicką. Zbytnia pewność siebie, arogancja i poczucie nieomylności to jedna z najgorszych cech, jaką ludzie mają w nadmiarze. To toksyna, psychiczna, niszcząca innych
 
Medycyna detoksykacyjna unika diagnozy. Brzmi to może przewrotnie, lecz, aby właściwie zinterpretować te słowa, trzeba zrozumieć jedno, że ta sama toksyna, np. krętek borrelii może ulokować się w róznych organach, w różnych tkankach i raz to będzie objawiało się chorobami serca a raz powiedzmy stawów. Lekarz medycyny akademickiej wyda dwie różne diagnozy i podejmie odmienne sposoby leczenia. Medycyna detoksykacyjna broni się przed dzieleniem zaburzeń według diagnozy, bo jej zadaniem nie jest stawianie diagnoz chorób a usuwanie ich przyczyn. I nie jest to tylko formalne zdystansowanie, ale dokładnie przemyślana metoda postępowania.
 
Niestety świat diagnoz jest wszędzie wokół nas i nie da się go ominąć, dlatego budujemy powiązanie pomiędzy diagnozą a toksynami dla zbudowania płaszczyzny dialogu z otoczeniem i pacjentem. Medycyna detoksykacyjna szuka przyczyn chorób, szuka, jakie toksyny i gdzie one występują w organiźmie - obojętnie, czy powodują egzemę, nadciśnienie czy cukrzycę. Usuwając toksyny, możemy te objawy chorobowe eliminować lub zmniejszać.