Nieznany toksyczny śmietnik
   mnu srodowisko    
         
   

Biologiczne nożyki, śrubokręty, kluczyki

 W przyrodzie, enzymyw czasach przed najazdem współczesnej agresywnej techno-cywilizacji człowieka, funkcjonował prosty mechanizm: wszystkie odpadki i niepotrzebne fragmenty organizmów żywych można było rozłożyć przy pomocy naturalnych enzymów na mniejsze kawałki, będące budulcem innych żywych organizmów. Tak funkcjonował ekosystem wokół nas i wewnątrz naszego ciała. Mam tu na myśli nie tylko enzymy trawienne ssaków (w tym człowieka), ale przede wszystkim te wszystkie enzymy zawarte w bakteriach gnilnych w glebie. One pracowały jeszcze do niedawna na podobieństwo nożyków, śrubokrętów, kluczyków i rozmontowywały swoją "zdobycz" na kawałki, potrzebne do dalszego wykorzystania w środowisku.

 

Skomplikowane bioreakcje enzymatyczne wykorzystują zasadę "klucza-zamka". Polega ona na tym, że dwa reagenty A i B wejdę ze sobą w reakcję chemiczną tylko wtedy, gdy reagent B posiada w swojej strukturze element energetyczno-spektralnie kompatybilny z innym elementem w strukturze reagentu A. Innymi słowy - reagent A musi posiadać bardzo specyficzny klucz dopasowany do unikalnego zamka w reagencie B. Jeśli teraz, skutkiem ingerencji technologicznej człowieka, zmodyfikowano chemicznie substancję A lub substancję B, bądź też do tychże reagentów dołączyły się komponenty obcej substancji, wówczas enzym A, który rozkładał białko B nie zadziała, bo zmienił się "kształt klucza". Dlatego tak niebezpieczne są wszelkie rośliny GMO, ponieważ są w organiźmie człowieka i zwierząt źródłem nie rozkładalnych substancji.


Materiały chemiczne - mam tu głównie na myśli leki, bowiem one zawierają najwięcej nowych, zsyntetyzowanych, sztucznych związków o działaniu nie do końca poznanym i przebadanym - powstają w laboratoriach farmaceutycznych i fabrykach leków w warunkch daleko odbiegających od naturalnych (wysoka temperatura, ciśnienie, katalizatory nie występujące w żywym organiźmie. Tak wytworzona substancja (lek) ma w organiźmie chorego spełnić określoną funkcję- wyleczyć pacjenta. Owszem, pacjent powiedzmy, odzyskuje sprawność. Hurra!! Zadanie zostało wykonane! Ale co z tą chemią dziwną i dotąd niespotykaną, którą mu podano w formie leku?

 

   
   

MEGA OSZUSTWO

Tu jednak pojawia się "gruby przekręt". Eksponuje się cudowną moc owego leku i nie bada się "drugiej strony medalu zastosowania nowej technologii leczenia" - co z tymi substancjami leczniczymi dzieje się dalej w ekosystemie. Czasami używa się lapidarnego określenia "są wydalane z organizmu z moczem, z kałem, z potem. I to jest początek jednej z dróg emisji zanieczyszczeń środowiska. Kolejna "wymówka" twierdzi, że substancje leku pozostały w organiźmie i są nieszkodliwe dla niego. Kłamstwo polega na tym, że tak jest faktycznie jedynie przez pewien krótki okres czasu, bowiem każdy organ naszego ciała składa się z komórek, które obumierają i w ich miejsce powstają nowe. Obumarłe komórki są wykorzystywane jako budulec dla nowych, zaś dziwne komponenty chemiczne, dodane w procesie leczenia albo są wydalane, albo izolowane przez układ immunologiczny w tkankach, tworząc zazwyczaj zalążki problemów onkologicznych. Trzecie źródło skażenia środowiska obcym lekiem jest fakt, że pacjenci nie do końca wykorzystują przepisane im lekarstwa. Przeterminowane, albo zbędne lekarstwa trafiają do kosza a stamtąd na wysypisko.

Kolejnym źródłem skażenia środowiska w związku z pojawieniem się leku są substancje odpadowe w procesach produkcyjnych tych leków.

 

biooczyszczalnia2

Kluczowym punkterm w transmisji zanieczyszczeń odlekowych są oczyszczalnie ścieków obsługujące kanalizację szpitala. W szpitalu koncentrują się bowiem ludzie z różnymi chorobamii każdy z nich z moczem, kałem wydala mnóstwo podawanych mu substancji odlekowych oraz groźnych bakterii i wirusów. Należy tutaj wspomnieć, że nie wszystkie małe szpitale powiatowe czy miejskie mają oczyszczalnie ścieków specjalną dla własnych potrzeb. Część z nich spuszcza ścieki wprost do kanalizacji miejskiej, a ta trafia do rzek.

Tak i tak, na końcu pozostaje NIE ROZWIĄZANY PROBLEM rozszczepiania tych sztucznych chemikaliów przez enzymy w glebie, w wodzie - ogólnie w środowisku naturalnym człowieka. 

Biologiczne systemy oczyszczające radzą sobie z naturalnymi materiałem biologicznym, ale nie syntetycznym nowymi i nie znanymi przyrodzie. Biologiczne oczyszczalnie ścieków - nawet te najnowsze - instalowane przy szpitalach nie wyfiltrują związków nieznanych enzymom "zatrudnionym" w tej fabryce. Nie są nastawione na jego przechwytywanie i likwidację, więc większość trafia do rzek.

 

obora

W grę również wchodzą zwierzęta hodowlane, bowiem współczesne gospodarstwa rolne - nawet te "ekologiczne" podają antybiotyki czy hormony wzrostu (tudzież inne "upakowywacze" chemiczne). I te pozwierzęce odchody w postaci gnojowicy lub obornika trafiają do gleby, do rzek i jezior.

 

   
   

Skutek tego jest taki, że cały szereg tych sztucznych materiałów chemicznych pozostaje w przyrodzie w postaci nie zmienionej lub tylko częściowo zmodyfikowanej. Powstaje swoisty mikrośmietnik, nie widoczny gołym okiem, ale wszechobecny, w olbrzymich ilościach i o ogromnym zasięgu terytorialnym i geograficznym. Ten swoisty śmietnik chemiczny w skażonej glebie lub w wodzie wbudowuje się w naturę - w rośliny, w tkanki zwierząt, ryb. Czasami bezpośrednio wraca do człowieka. Zjadamy super zdrowe ryby oceaniczne, a okazuje się, że nasz pokarm jest śmiertelnie niebezpieczny.

jezioro

Tu podam przykład z badań z 2008 roku: W wodzie pitnej 50 największych miast Stanów Zjednoczonych wykryto obecność pozostałości po 56 medykamentach - po lekach na padaczkę, na astmę, na ból głowy, na gorączkę, na obniżenie poziomu cholesterolu, leki podnoszące nastrój, hormony płciowe. W większości nie wykonuje się rutynowych testów na obecność tych leków w wodzie pitnej, nie ma na to norm - to w USA, a w Polsce? Czy ktoś coś takiego kiedykolwiek zrobił? A przecież spożycie leków od 30 lat dramatycznie wzrasta. Nie pomoże tu kupowanie wody butelkowej, bo ta w większości pobierana jest ze źródeł powierzchniowych lub płytkich i też nie jest testowana na obecność w niej substancji pochodzenia medycznego aktywnych. Nie ma norm, nie ma obowiązku!

Coż, tego rodzaju toksyczne i niezwykle groźne dla człowieka zanieczyszczenia wykryto nie tylko w metropoliach Ameryki, ale w jeziorach szwajcarskich i w Morzu Północnym - miejscach uważanych dotychczas za enklawy czystości.

   
   

Jakie są tego konsekwencje? - z punktu medycyny detoksykacyjnej


Prosty, choć może brutalny przykład:
Syntetyczne hormony używane jako środek antykoncepcyjny. Pod względem chemicznym hormony płciowe są związkami steroidowymi. W organiźmie człowieka wytwarzane są z cholesterolu według ""przepisu"" utrwalonego w matrycy DNA. Sztuczne żeńskie hormony stereoidowe nie są pod względem chemicznym identyczne z naturalnymi. Nie jest to jednak istotne, bowiem ten fakt nie ma wpływu na ich działanie w organiźmie kobiety.
Na powierzchni tkanek nerki są bowiem twory, zwane receptorami, które na te sztuczne hormony reagują identycznie, jak na naturalne. Problem tkwi w tym, że te naturalne mogą się w organiźmie demontować na inne kawałki, które są wykorzystywane przy budowie innych zupełnie organów. Natomiast tempo rozkładu protein sztucznych jest diametralnie wolniejsze. Dlatego zazwyczaj dostają się do tkanki tłuszczowej i po kilkunastu lub kilkudziesięciu latach, gdy osoba zacznie chudnąć, staną się dla niej poważnym problemem. Mogą też przedostać się do dróg żółciowych a stamtąd do nerek i wydalić się z moczem.Ten z kolei siecią kanalizacyjną dostaje się do oczyszczalni wód, która likwiduje odpady biologiczne, ale z syntetycznymi nic się nie dzieje i wpadają do wód. Jeśli jesteś mężczyzną, to z pewnym prawdopodobieństwem popijasz właśnie herbatkę z dodatkiem hormonów, które przed miesiącem wysikała Twoja sąsiadka. Te same hormony za chwilę pokrzyżują hormony rybom, bo ich hormony są bardzo zbliżone do ludzkich.
   
    Lekarstwa są więc szczególnie niebezpiecznym i groźnym dla człowieka i środowiska zanieczyszczeniem i powinne być utylizowane przez specjalne firmy. Ale czy to jest wykonalne nawet w bogatych krajach o dużo lepszej organizacji, świadomości i większym budżecie? Wszak tego śmietnika nie widać, nie produkuje cuchnącego odoru, a że jest wszędzie ....i zabija po cichu człowieka...