Zaburzenia enzymatyczne - cz 1
mnu dolegliwosci a detoksykacja    
         
   

ZABURZENIA ENZYMATYCZNE

Etiologia zaburzeń trawienia może być różnorodna. W tym i kolejnym artykule zajmiemy się tym specyficznym przypadkiem, kiedy "winę" za odczuwane dolegliwości ponosi gospodarka enzymatyczna pacjenta. To dosyć szerokie zagadnienie, obejmujące nie tylko problemy układu trawienia i dotyczy bardzo wielu osób w wieku od niemowlaka po starca.

gastryczne problemyZaburzenia enzymatyczne to niezdolność układu pokarmowego do wyprodukowania enzymów trawiennych niezbędnych w wystarczającej ilości i odpowiedniej jakości do strawienia pokarmu. To zjawisko to jednocześnie objaw (bo jest spowodowany szeregiem przyczyn pierwotnych), jak  i przyczyna dla kolejnych patologicznych procesów fizjologicznych. Warto jednak zwrócić na niego uwagę, bo wyjaśnia szereg zjawisk i procesów, pozwala wyjaśnić przyczynę konkretnej dolegliwości.

Trzy aspekty tej definicji wymagają tu podkreślenia - wystarczająca ilość i odpowiednia jakość enzymów trawiennych. Również trzeci aspekt jest bardzo istotny - sama obecność enzymów trawiennych dla danego składnika treści pokarmowej, bowiem istnieją we współczesnym pożywieniu białka modyfikowane genetycznie (GMO) lub pochodzące z krzyżówek róznych roślin - a takich produktów jest obecnie bardzo wiele i coraz więcej - dla których organizm człowieka nie wykształcił jeszcze enzymów trawiennych. I to jest tragedia, bowiem neurotoksyczne metabolity z niestrawionej żywności dewastują mikroflorę jelitową i prowadzą do bardzo wielu ciężkich i przewlekłych chorób róznego rodzaju. Tym nie mniej lobbing producentów spowodował dopuszczenie tych trucizn do obrotu.Bywają jednak sytuacje, kiedy z jakichś przyczyn ilość wytwarzanych enzymów jest w niedostatecznej ilości lub ich wadliwy skład nie pozwala strawić pokarmu optymalnie. W kolejnych częściach i podpunktach tego artykułu omówimy rózne aspekty i przyczyny zaburzeń gospodarki enzymami trawiennymi.

   
   

PRZYCZYNY ZABURZEŃ ENZYMATYCZNYCH

   
   

UWARUNKOWANIA INDYWIDUALNE

   
    Każdy człowiek jest inny, ma inne, indywidualne swoje "uposażenie genetyczne po rodzicach" i ma inną jakość i ilość poszczególnych enzymów a tym samym inny próg, przy którym jakiś pokarm zaczyna mu przeszkadzać. 

Każdy pokarm moze zawierać jakiś komponent, który może być toksyczny, jakaś kombinacja składników, która może przeszkadzać w prawidłowym strawieniu. Czasem o toksycznosci decyduje ilość tego składnika lub częstość jego przyjmowania. Małe ilości lub sporadycznie spożycie czegoś nie wpływa w istotny sposób na jakość trawienia i nie odczuwamy dolegliwości.

 

   
   

SPOSÓB PRZYRZĄDZANIA POSIŁKU

Podstawowym elementem wpływającym na toksyczność i problemy trawienne jest sposób przyrządzenia posiłku (gotowanie, pieczenie, wędzenie, kiszenie, fermentacja) oraz użyta w przetwórstwie chemia (konserwanty, barwniki, polepszacze, spulchniacze, wzmacniacze smaku, zamienniki...). Pokarm surowy może nie szkodzić, zaś po przerobieniu - szczególnie fabrycznymi metodami przemysłu spożywczego- bywa szkodliwy dla organizmu. Wymownym przykładem jest tu przetwarzanie nasion dla celów spożywczych. Bywa również odwrotnie - źle przetworzony surowiec żywieniowy może być dla człowieka szkodliwy natychmiast po spożyciu lub możemy obserwować proces dewastacji systemu trawienia przy regularnym spożywaniu czegoś, co jest źle przygotowane do spożycia.

KISZENIE I JEGO ROLA W TRAWIENIU

Nasiona roślin są zazwyczaj trudno trawione w całości. Dlatego też tradycyjne długo je moczono, gotowano, poddawano fermentacji, mielono. Rola fermentacji jest szczególnie widoczna przy pieczeniu chleba. Kiedyś mąkę się moczyło (powstawał tzw zakwas poprzez namnażanie naturalnych drożdży na nasionach zbóż) i ciasto musiało wyrastać 12 godzin i więcej w odpowiednich warunkach termicznych. Dziś do mąki dodaje się drożdże czy proszek do pieczenia, spulchniacze i po godzinie od wymieszania ciasto można wkładać do pieca. To nie tylko rózne gatunki drożdży tych w naturalnym zbożu i tych sprzedawanych w sklepie są przyczyną, że chleb na zakwasie jest zdrowy a na drożdżach jest gorzej trawiony. To sposób biochemicznej "obróbki" owego zmielonego ziarna przez mikroby - zanim to ziarno dostanie się do naszych ust - ma istotne znaczenie dla jego trawienia. Ta uwaga dotyczy nie tylko orkiszu, żyta czy pszenicy. lecz wszystkich nasion.To pominięcie ważnego etapu technologicznego powoduje, że toksyczne białka, które ziarno zawiera dla obrony przed szkodnikami, te białka nie są zneutralizowane przez grzyby zakwasu i w postaci niezmienionej i szkodliwej dostają się do ust konsumenta. To oszustwo technologiczne ma jeszcze inne następstwo. Chodzi mianowicie o te zboża, które zostały chemicznie spreparowane do formy tzw "błyskawicznej", czyli nie wymagającej długiego czasu gotowania. Słowem nasiona "błyskawiczne" to potencjalne źródło toksyn metabolicznych a przy regularnym spożyciu - źródło wielu chorób przewodu pokarmowego i w konsekwencji zaburzeń enzymatycznych, hormonalnych. Do tego dochodzi fakt, że takie nasiona "light" sprzedawane są w plastikowych torebkach, aby gotować je w tym opakowaniu. Obróbka termiczna wupłukuje z tego tworzywa szereg zanieczyszczeń w nim obecnych, pomimo certyfikatu dopuszczeniowego w przemyle spożywczym. Sposób przygotowania pożywienia to nie sprawa marginalna z punktu widzenia zaburzeń trawienia - szczególnie dla chorych na ciężkie choroby przewlekłe, jak no. borreloza..

Ocenia się, że 90% naszego menu oparte jest na produktach, które są niewłaściwie przygotowywane.Jest to konsekwencją zbrodniczych praktyk przemysłu spożywczego, które za wszelką cenę - a głównie za cenę naszego zdrowia - dążą do obniżenia kosztów produkcji i kosztów przechowywania produktów spożywczych, by zmaksymalizować swój zysk. Wystarczyłoby wrócić do tradycyjnych metod przygotowywania żywności, wtedy gluten i inne białka nasion by nam tak nie szkodziły a i chleb upieczony z tego samego ziarna byłby bardziej smaczny i pożywny. Gdyby jeszcze na masową skalę udało się powrócić do tych nasion, które siali nasi pradziadkowie, bez modyfikacji genetycznych i wykorzystać nowoczesną wiedzę o uprawach ekologicznych, nie niszczących gleby, wówczas kolejne pokolenia mogłyby czuć się bezpiecznie żywnościowo.

Temat fermentacji i moczenia dotyczy praktycznie wszystkich nasion - nawet, jeśli je rozdrabniamy do postaci mąki lub śrutu, tudzież płatków. Wszystkie nasiona zawierają bowiem substancje ochronne, które należy zneutralizować i przygotować do strawienia przed podaniem do ust. Jeśli nawet zalewamy płatki owsiane mlekiem czy wodą i zaraz je zjadamy, to możemy być pewni, że po czasie takie posiłki zaczną nam szkodzić. (Pomijam tu oczywiście osobny temat toksyczności niektórych produktów przetworzonych w opakowaniach z napisem "mleko").

 

   
   

KONSTYTUCJA GENETYCZNA CZŁOWIEKA

   
    Każdy człowiek dziedzicznie został inaczej uposażony genetycznie. Zależy to między innymi od tego, czym żywili się jego przodkowie.Świetnie to widać na przykładzie nietolerancji laktozy. W niektórych plemionach czy szerokościach geograficznych, gdzie ludzie wypijali mleko zwierząt, obecne pokolenie nie ma problemu z enzymem, który rozkłada laktozę. I odwrotnie - tam, gdzie przodkowie nie pili mleka lub pili mleko przemysłowo modyfikowane, tam dzieci nie wytwarzają tego enzymu, bo ich przodkowie tego nie potrzebowali. Ta uwaga o wpływie historii żywieniowej naszych przodków na skład i jakość naszego uposażenia enzymatycznego dotyczy nie tylko mleka, lecz wszystkich rodzajów pokarmów. Uwidacznia się to przykładowo w nietolerancjach na owoce egzotyczne, czy ogólnie żywność z gatunku "superfood". To teraz taka moda zalewa nasz rynek, od kiedy w marketach pojawiły się masowo egzotyczne owoce, egzotyczne zwierzęta morskie lub ryby, których nie jedli nasi rodzice czy dziadkowie. Lepiej poszukać stare i zapomniane składniki - typowe dla Europy Środkowej, szukać roślin wymierających i na tym oprzeć szkielet swojego menu. Nie oznacza to, że nie można spróbować, ale regularne spożycie kulinarnych egzotycznych modnych potraw prowadzi do zaburzeń trawienia i trwałych, przewlekłych problemów zdrowotnych.

 

   
   

NATURALNE TOKSYNY W POŹYWIENIU. 

Są to substancje, które rośliny wytwarzają dla swej ochrony przed szkodnikami, przed pożarciem, przed grzybami,  przed gniciem, przed uszkodzeniami. Toksyny te potrafią otruć przykładowo owady, które potrafiłyby stopniowo pożreć całą plantację roślin. Roślina wytwarza owoce nie po to, byśmy je zjadali tylko po to, by się rozmnożyć. Nasiona są więc tak "zaprojektowane", by (przykładowo) przetrwały podróż przez układ pokarmowy zwierząt (ptaków, bydła i innych ssaków) a zwierzęta służą tym roślinom za środek transportu, by gatunek opanowywał kolejne tereny. Wydalone z kałem kiełkują na innych terenach. Są rośliny, których nasiona wręcz wymagają takiego przygotowania i "obróbki mikrobiologicznej" w jelitach zwierzęcia, aby mogły zakiełkować w innym miejscu. Związki toksyczne w roślinach mają oczywiście wpływ na nasz metabolizm. Ilość tych substancji w danej roślinie czy jej owocach lub nasionach nie jest stała. Są okoliczności oraz fazy rozwoju rośliny, w których te ilości są większe lub mniejsze, bądź zanikają. Stąd też faza wegetacji rośliny, moment kiedy następuje zbiór plonów, sposób suszenia ziarna czy łodyg, lisci, to, czy dojrzewanie owoców (ziaren) odbywa się sztucznie (metodą przemysłową) czy naturalnie na roślinach też decyduje o składzie biochemicznym surowców dla naszego pożywienia.

Od niedawna wiadomo, że rośliny komunikują się ze sobą - i to nie tylko w ramach danego gatunku - oraz przekazują wzajemnie m.in. sygnały i ostrzeżenia o zagrożeniach szkodnikami. Nośnikiem tych informacji są wydzielane feromony oraz substancje wydzielane przez korzenie roślin. To jest nowa wiedza i coraz więcej się tu dowiadujemy. Udowodniono, że plantacja zaatakowana przez owady czy inne szkodniki broni się wytwarzając trujace dla agresorów substancje. Dotyczy to nie tylko małych agresorów w postaci pasożytów, grzybów czy wrogich bakterii, lecz także dużych ssaków. (Przykładowo - Wykazano związek pomiędzy masowymi zgonami antylop na sawannie a trującymi substancjami w liściach drzew, które te antylopy obryzały. Przypadek o tyle ciekawy, że normalnie liście tych drzew są w naturalnym menu tych zwierząt, jednak ze względu na suszę antylopy zmuszone były korzystać w nadmiarze z tego "dobrodziejstwa" no i kończyło się to dla nich tragicznie, gdyż drzewa te dla swej obrony zwiększyły poziom chemicznych toksyn w liściach). Ilość substancji trujących lub nie trawionych w surowcach naszego pożywienia zależy również od pogody, od zasobności gleby w pozywienie, od jakości mikroryzy czyli składu bakteryjnego gleby w otoczeniu korzeni rośliny.

Wniosek z tego jest następujący - Jeśli kupujemy żywność ekologiczną, to musimy być swiadomi tego, że etykieta "produkt ekologiczny" oznacza nic innego, jak to, że ta żywnośc co najwyżej przeszła  (bo badania ZAWSZE dotyczą jedynie pobranych próbek a nie całej partii towaru) testy na zawartość toksyn chemicznych z herbicydów i nawozów I NIC WIECEJ. Jeśli producent tej żywności ekologicznej jest anonimowy, jeśli nie znamy warunków w jakich wzrastały rośliny czy zwierzęta hodowlane, jak je pielęgnowano, czy żyły w stresie, jak i czym je karmiono, na co chorowały, to de facto KUPUJEMY przysłowiowego KOTA W WORKU!!!! Takie warunki przyjaznego traktowania roślin i zwierząt, miłości do nich - a nie traktowania ich jak przedmioty produkcji - mogą zapewnić tylko malutkie gospodarstwa ekologiczne, których właściciele traktują swoją pracę jako powołanie a nie zawód. Swiadomy konsument powinien wiedzieć, z jakiego gospodarstwa jest dany produkt (to nie mogą być cyferki w kodzie kreskowym i tajne bazy danych służb) a nie naiwnie wierzyć obrazkowi z napisem "ECO" który jedynie zaświadcza, że w pobranych próbkach produktu poziomy związków chemicznych się zgadzają z normą i tylko w tym zakresie sprzedawca/producent nie oszukuje. To zdecydowanie za mało, by mieć przekonanie, że odżywiamy się zdrowo, płacąc krocie za znaczek "eco".